24 listopada 2016

Saga pachnąca gorzką czekoladą - "Ósme życie" t.1, Nino Haratischwili

Bestseller, ładna okładka i zalewająca mnie zewsząd promocja. Nie mogło być gorzej. Wszystkie znaki na niebie i ziemi (chociaż te ostatnie przede wszystkim) wskazywały, żebym jej nie kupowała i nie czytała. Bo będzie zawód roku, bo nie doczytam, zasnę z nudów, przekręcę się z rozgoryczenia. Przekora to jednak drugie moje imię. Pomarańczowo-niebieska okładka zawitała pod mój dach. A ja się z nią raz dwa... zaprzyjaźniłam.

22 listopada 2016

Trzecia, czwarta... piąta ręka w cenie - "W pogoni za chłopcem, co ma pięć dłoni" Anna Filiks

Jestem uzależniona. To w sumie żadna nowość, że książki kupuję i łykam nałogowo. Całkiem tak, jakbym kupowała chleb. Z wielkim zapałem nabywam je nie tylko dla siebie. Od czterech lat skrupulatnie uzupełniam dziecięcą biblioteczkę moich smyków. Przyznam szczerze - to nie lada wyzwanie. Księgarnie i supermarkety wypchane są po brzegi tandetnymi, krzykliwymi i niewiele wnoszącymi publikacjami. Trzeba włożyć wiele trudu, by wśród całej sterty pstrokacizny i pustych słów znaleźć akurat te, którymi warto zaprzątać umysł i wyobraźnię dziecka. Tym razem, przyznam szczerze, się udało!

17 listopada 2016

Słodko - gorzki alfabet - "Litery" Tomasz Różycki

Dzisiaj poznasz czytelnika.
To robak, mieszka wśród liter.

KRYZYS CZYTELNICTWA s. 94

Właśnie trzymam je w ręku. Nocą przewiercałam się przez ich struktury, analizowałam ich rozmieszczenie i konstelacje, próbując znaleźć w nich jakiś ukryty sens i przeszmuglowane przesłanie. I stwierdziłam, że nie będę powielać szkolnego stereotypu, nie będę doszukiwać się w nich tego, co autor mógł mieć na myśli. Napiszę jednak o tym, co ja, jako przeciętny zjadacz liter (a pożerałam jedną za drugą bardzo zachłannie!), odczułam. Spróbuję tym tekstem odpowiedzieć na pytanie, czy można omawiany tomik sklasyfikować jako pełnowartościowy posiłek dla duszy? A może są to utwory z kategorii tych, które powodują gorzki posmak w ustach?

13 listopada 2016

Czy to bajka czy nie bajka... - "Rozmowa z Bajką" Jacob Kotowski

- Każdemu tak dajesz swoje teksty?
- Nie, nie stać mnie na drukowanie hurtem moich tekstów. (...)
-Dlaczego akurat tej kobiecie?
- Uśmiechnęła się do mnie.

Dziś opowiem Ci bajkę, jak kot.... tfu, nie jak kot, ale jak Jakub spotkał Bajkę. Od razu nasuwa się pytanie, czy to bajka czy nie bajka? Czy rzeczywistość czy fikcja? Na to pytanie zna odpowiedź tylko i wyłącznie autor - Jacob Kotowski. Mnie pozostają domysły i cały wachlarz uczuć, który zagościł we mnie po lekturze Rozmów z Bajką.

9 listopada 2016

Mrożący krew w żyłach Dyrygent - "Behawiorysta" Remigiusz Mróz

Swego czasu zazdrościłam mieszkańcom Brodnicy. Czytając sagę kryminalną Katarzyny Puzyńskiej, zawistnym okiem patrzyłam na to, że swój znajomy i codzienny świat, mieszkańcy województwa kujawsko-pomorskiego mogą odnaleźć w książce. Ilekroć sięgałam po kolejny tom lipowskiej sagi marzyłam o tym, by w końcu ktoś umieścił akcję powieści w znanym mi miejscu, żeby bohaterowie spacerowali po tych samych chodnikach, którymi ja chodzę, by odwiedzali znane mi budynki i okolice. I oto, stało się! Opole w końcu zabrzmiało, nie tylko polską piosenką. Tym razem odbył się zupełnie inny koncert, taki, który zmroził mi krew w żyłach, który miał swojego, dosłownie i w przenośni kompozytora, Opolanina - Remigiusza Mroza.

5 listopada 2016

O ostatniej, choć nie ostatecznej korespondencji - "Ostatnie rozdanie" Wiesław Myśliwski

Życie to kwestia wyborów, sztuka wyborów. To również odwaga w podejmowaniu decyzji. Bywa tak, że się spóźniamy. O rok, dzień, chwilę. Jedno nasze "tak" lub "nie" i klamka zapada, drzwi się zamykają a tym samym nasz los idzie swoim trybem, i choć nie jest on zły, wiedzie nas ścieżką, którą nie do końca jest tą, którą wyśniliśmy. Otwieramy wtedy okno, by zaczerpnąć świeżego powietrza, spojrzeć na swoje życie z dystansu. Bywa tak, że pojawia się w nim Ktoś, kto zdołałby ten los odwrócić, skierować (złudnie czy też nie) z powrotem na właściwe, te iluzorycznie lepsze tory. Zdajemy sobie wtedy sprawę, że jest o rok, dzień, chwilę za późno. Że nie mamy na tyle odwagi, albo po prostu zbyt dużo zdrowego rozsądku, by zaryzykować i dać się porwać, odblokować ponownie rygiel, zrobić w naszym życiu przeciąg, postawić wszystko na jedną kartę i zacząć żyć od nowa.

30 października 2016

Bój o rój - "Rój" Laline Paull

Gdy wyginą pszczoły, ludzkości pozostaną zaledwie cztery lata życia - o tej przepowiedni Einsteina słyszała większość z nas. W obliczu problemów, z jakimi walczą pasieki na całym świecie, proroctwo to nie jest tak odległe, jakby mogłoby się zdawać. Być może dlatego, prócz czystej fascynacji płynącej ze swej majestatyczności, pszczoły stały się literacką inspiracją, a co za nią idzie - tematem przewodnim kilku powieści. Po Historii pszczół Marii Lunde (recenzja tutaj), Rój autorstwa Laline Paull jest drugim tytułem w tym roku, jaki upolowałam, a którego fabuła w znacznej mierze opiera się na życiu tych pożytecznych owadów. Czy jest on w stanie zmienić moje lub Wasze postrzeganie tych jednych z ważniejszych istot na ziemi? Czy zachwyca literacko?

26 października 2016

Małe życie, wielki ból - "Małe życie" Hanya Yanagihara

Choć jest to czysto teoretyczne założenie, mam w zwyczaju unikać bestsellerów. Praktycznie jednak, często i gęsto po nie sięgam. Chociażby po to, by wiedzieć co ludzie lubią czytać i co uważają, że jest warte przeczytania. W większości przypadków odczuwam spory zawód. Bestseller okazuje się być kolejnym pustym czytadłem dla mas, niewiele wnoszącym w moje życie, zjadającym tylko i wyłącznie mój i tak już mocno okrojony wolny czas. Hola, hola! Czasem dobrze jednak być przekornym. Bywają bowiem książki, które wbrew logice łamią te zasady, które potwierdzają jedynie, że wyjątek potwierdza regułę. "Małe życie" autorstwa amerykańskiej powieściopisarki Hanyai Yanagihara'y zdaje się być taką właśnie - niezwykłością - piękną, ujmującą i bolesną w odbiorze zarazem.

18 października 2016

Literacki rozbieg, czyli "Deszcz padający od środka najbardziej" Krzysztofa Szczycińskiego

Kiedy dopada mnie jesienna aura, deszcz dobija się do okien, woda kapie z rynny a wiatr złowrogo szumi, jako przeciętny mól książkowy sięgam po coś przyjemnego do czytania. Bo cóż może udobruchać zziębniętą duszę, jeśli nie parę stron dobrej lektury? Jak taką rozpoznać? A chociażby po tytule. "Deszcz padający od środka najbardziej" wydaje się być wprawdzie mało pokrzepiający i dosyć wydumany, jest jednak na tyle enigmatyczny i intrygujący, że nie mogłam pozwolić, by książka ta zbyt długo przeleżała na mojej półce. Tym bardziej, że świetnie wpisała się w klimat za oknem.

6 października 2016

Wyświechtane szwedzkie gospodarstwo, czyli "Farma" Toma Roba Smitha

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się co by było gdyby w Twoich drzwiach stanęła Twoja wymizerowana matka twierdząc, że uciekła od ojca, który popełnił straszliwą zbrodnię, którą to przypisuje właśnie jej? Że jest niebezpieczny? Że zjawiła się u Ciebie by wszystko kolejno wyjaśnić i przedstawić stosowne dowody? I co by było, gdyby w tej samej chwili zadzwonił Twój ojciec, twierdząc, że matka jest chora psychicznie, uciekła ze szpitala dla umysłowo chorych i wszystko co mówi, to kłamstwa wyssane z palca? I że jest... niebezpieczna? Komu byś uwierzył? Przez lata wierzyłeś, że są wzorcowym małżeństwem. Że żyją jak przykładna para. Kochasz zarówno ją jak i jego. Kogo wybierzesz? Gdzie tkwi prawda? I czy jej dociekanie warte jest zachodu?

27 września 2016

"Gniazdo" Cynthia D'Aprix Sweeney

Ponoć książek nie ocenia po okładce. Czasem lubię jednak iść pod prąd i zdarza mi się kupić tytuł, tylko na podstawie oceny wyglądu obwoluty. Gdy zobaczyłam "Gniazdo" od razu byłam pewna, że muszę je mieć. Nie zważając ani na nazwisko autorki (które nic mi nie mówiło), ani na tytuł (dosyć enigmatyczny), ani nawet nie przeczytawszy blurba, kupiłam. W chwili, gdy książka zawitała pod moim dachem intuicyjnie poczułam, że był to dobry wybór. Turkusowa oprawa ze złotym herbem i tłoczeniami cieszyła oko. Jest niebywale gustowna. Czy wnętrze książki okazało się równie wysublimowane?

22 września 2016

"Szósta klepka" Małgorzata Musierowicz

Pewna życiowa maksyma jest mi niezmiernie bliska. W sumie, przyświeca mojej życiowej ścieżce od wielu lat. "Nigdy nie mów nigdy", bo o tym porzekadle mowa, sprawdziło się już kilkunastokrotnie powodując we mnie nie tyle zdziwienie, co na pewno uczucie spokornienia w obliczu Opatrzności, która to wie lepiej ode mnie. I która wielokrotnie tak splata moje losy, żeby było jednak po jej myśli. Uwierzycie, że "Szóstą klepkę" Małgorzaty Musierowicz mam na półce od 1997 roku? Nie? Na zdjęciu przedstawiam dowód. Zabierałam się za tę książkę kilkanaście (jeśli nie więcej) razy, będąc na różnych etapach swojego życia. Święcie przekonana, że "Jeżycjada" nie jest dla mnie, zawsze odkładałam ją po kilku stronach na półkę. Przekładałam i przesuwałam. Nigdy się jej jednak nie pozbyłam. Jak dobrze! Ktoś tam w górze musiał czuwać. Bez dwóch zdań!

18 września 2016

"Ręka mistrza" Stephen King

Stephen King to autor, z którym mam wielki problem. Wiem, wiem... narażam się w tej chwili na falę hejtu i lincz, w najlepszym przypadku na Wasze niedowierzanie. Nic na to nie poradzę. Tego autora z jednej strony kocham (choć to odrobinę zbyt mocne słowo), z drugiej nienawidzę. Albo inaczej. Jedne z jego powieści uwielbiam i z chęcią przeczytałabym po raz drugi (mowa tutaj przykładowo o "Dallas '63", "Dolores Claiborne", "Cmętarz zwieżąt"), przez inne nie byłam w stanie przebrnąć ("Gra Geralda"), niektóre były mi obojętne ("Wielki marsz") lub po prostu je "zmęczyłam". Do tych ostatnich zaliczyć niestety mogę i muszę "Rękę mistrza".

11 września 2016

"Dość kato-lipy! Ks. Jan Kaczkowski o Jezusie celebrycie" ks. Jan Kaczkowski

Wierzę w przypadek, zbieg okoliczności, przeznaczenie lub coś, co osoby wierzący określiłyby mianem bożej opatrzności. Oto przykład: zamówiłam książkę. Miała pachnieć farbą drukarską, przewracane strony miały szeleścić pod palcami. Jakie było więc moje zdziwienie, kiedy otwierając paczkę, zamiast książki ujrzałam płytę z audiobookiem. Przez przypadek zamówiłam taki, a nie inny nośnik słowa pisanego. No cóż. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, na szczęście. Z racji, iż od dobrego tygodnia (serio?! TYGODNIA?! ) męczę dwie książki: jedną tradycyjną, jedną w wersji elektronicznej, auudiobook okazał się więc dobrym urozmaiceniem i... klinem. Bo wiadomo, jeśli coś nie wchodzi, to tylko, jakżeby inaczej - klin klinem. Tym razem jednak odrobinę w innej formie.

4 września 2016

"Freddie Mercury" Peter Freestone, David Evans

5 września 1946 roku na wyspie Zanzibar przyszedł na świat niepozorny, nieśmiały chłopiec. Farrokha Bulsarę od rówieśników wyróżniały dwie rzeczy: specyficzny zgryz oraz nieprzeciętna artystyczna wrażliwość. To właśnie ona, w połączeniu z oryginalnym głosem i wizjonerskim spojrzeniem na muzykę, pozwoliła równo 70 lat temu narodzić się prawdziwej i niezapomnianej legendzie. Autor najsłynniejszego sportowego hymnu "We are the champions" czy magnum opus grupy Queen - "Bohemian rhapsody" stał się swoistą ikoną rocka, taką, której nie zagraża czas a jeśli nawet, to zdecydowanie działa to na jej korzyść. Nazwisko Mercury'ego, w miarę upływających dekad, stało się czymś klasycznym, ponadczasowym i nieśmiertelnym. Nic więc dziwnego, że postać ta doczekała się wielu biografii, zarówno tych czysto encyklopedycznych, jak i odwrotnie, takich, spod pióra bliskich współpracowników. Jedną z nich jest propozycja Petera Freestone'a, wieloletniego asystenta gwiazdy. Czy wybija się spośród morza podobnych publikacji?

1 września 2016

"Głód" Martín Caparrós

Są pytania, których nikt z nas sobie nigdy nie zadawał.

Zacznę dziś nietypowo. W chwili gdy piszę te słowa (tworząc zaledwie ten akapit), statystycznie rzecz ujmując, z niedożywienia na świecie, umiera około 10 dzieci. Przeciętny - nomen omen - zjadacz chleba się nad tym nie zastanawia. Bo i po co? Przecież to tylko statystka, sucha i mało znacząca liczba. Poza tym, jakaś mądra głowa kiedyś powiedziała, że są kłamstwa, straszne kłamstwa i statystyki...

27 sierpnia 2016

"Zimne ognie" Simon Beckett

Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z Simonem Beckettem, o "Chemii śmierci" nie sposób zapomnieć. Drobiazgowy i dosadny opis rozkładu ludzkiego ciała przedstawiony w pierwszym tomie cyklu o Davidzie Hunterze wrył mi się w pamięć na dobre. I choć ząb czasu teoretycznie znacząco wpływa na to, w jakim stopniu pamiętam przeczytane książki, o tej na pewno prędko lub - co bardziej prawdopodobne - nigdy nie zapomnę. I choć kolejne tomy nie były już tak porywające, wspominam je ze sporym sentymentem. Nic więc dziwnego, że w chwili gdy dowiedziałam się, iż rynek księgarski wzbogaci się o kolejny tytuł Becketta, po prostu go kupiłam. I zaczęłam czytać.

23 sierpnia 2016

"Ręka" Henning Mankell

Każdy szanujący się fan kryminałów (a jeśli nie każdy, to na pewno większość czytelników tego rodzaju literatury) zna nazwisko Kurta Wallandera. Stało się ono swego rodzaju sztandarowe i na dobre wpisało się w poczet kryminałów ze Skandynawii. Nieżyjący już szwedzki pisarz, dziennikarz i reżyser - Henning Mankell, tworząc swoją serię o wyżej wymienionym policjancie śledczym z Ystad, stworzył coś nad wyraz klimatycznego, niemal unikatowego i patrząc przez pryzmat mojej ostatniej lektury (o której więcej za chwilę), ponadczasowego.

21 sierpnia 2016

"Cień eunucha" Jaume Cabré

Trzecia kawa. Júlia już miała dość. Dziś nie zaśnie. Ale z kolei Miquel nie zaśnie dzisiaj bez kawy, bo oto w ciągu paru godzin oskalpował całe swoje życie. s. 452-453

Czasem zdarza się tak, że z niewinnego obiadu w restauracji robią się godziny. Pod wpływem chwili lub miejsca, osoby towarzyszącej czy zapachu dania, zaczynamy mówić, wspominać, żałować, uzewnętrzniać się. Z godzin robią się dnie, z dni tygodnie. Z tygodni całe miesiące i lata naszego życia, chwile, które decydujemy się ofiarować osobie siedzącej naprzeciwko. Cień eunucha, powieść Jaume Cabré'go z 1996 roku, właśnie tym jest - spowiedzią przy niewinnie zapowiadającym się spotkaniu. Czy wyznania głównego bohatera - Miquela, są wyrafinowanym, niczym najbardziej wykwintne danie, monologiem? Czy raczej autor zaserwował nam dzieło oklepane i nudne niczym flaki z olejem?

19 sierpnia 2016

"Symfonia w bieli" Adriana Lisboa

Czytam z dwóch powodów. Primo, by przenieść się dosłownie i w przenośni w inny wymiar. Secundo, by móc delektować się możliwościami języka. Być może się z tym urodziłam. A może nabywam tej maniery wraz z każdą kolejną pozycją, po jaką sięgam. Jedno jest pewne: lubię pławić się w słowach, rozpływać na widok związków frazeologicznych, niebagatelnych epitetów i lingwistycznych możliwości kolejnych autorów. Biorąc pod uwagę powyższe oraz po zapoznaniu się z różnorakimi recenzjami książki, z "Symfonią bieli" autorstwa brazylijskiej autorki Adriany Lisboi, wiązałam naprawdę spore nadzieje. Bo przecież literatura może brzmieć. I może mieć smak. A nawet zapach. "Symfonia w bieli", już na pierwszy rzut oka sugeruje, że... można jej słuchać. Piękna okładka poddaje myśl, że wnętrze, które skrywa będzie eteryczne, ulotne, kobiece... po prostu piękne. Czy tak w rzeczywistości jest?

11 sierpnia 2016

"Łaskun" Katarzyna Puzyńska

Macie swoje ulubione książkowe miejsca, takie, do których lubicie wracać, w których wręcz czujecie się jak u siebie w domu? Taka Fjällbacka przykładowo? W której to częstując cynamonowymi bułeczkami wita Was Patrick i Ericka? Abo Ystad, gdzie mroźny wiatr smaga twarze a Kurt Wallander melancholijnie oprowadza po okolicznych lasach? Skandynawia niejednego z nas skusiła swym pięknym, choć niespokojnym klimatem. Na szczęście, Polacy nie gęsi i swój język... wróć, swoje piękne lasy mają. Jeziora tudzież. Mają Daniela Podgórskiego. I Weronikę Nowakowską. Mają Lipowo! Do którego - nie wiem jak Wy - ale ja uwielbiam zaglądać! Tym razem, w swe okolice zaprosił mnie zagadkowy "Łaskun". Czy spotkanie to było spotkaniem udanym?

7 sierpnia 2016

"Kancelaria" John Grisham

Choć minęło wiele miesięcy, ja cały czas mam w pamięci pewną noc, kiedy to z bijącym sercem i wypiekami na twarzy czytałam "Firmę" Johna Grishama. Wtedy też, byłam święcie przekonana, że znalazłam kolejnego autora, który skradnie mi serce na dłużej. Nie ukrywam, że obdarzyłam wówczas Amerykanina sporą dozą zaufania. Na chybił trafił sięgnęłam po jego "Raport Pelikana". Co zdumiewające, pozycja nie powaliła mnie na kolana. Postanowiłam jednak autorowi dać kolejną, choć nie ukrywam, że ostatnią szansę. Czy "Kancelaria" utrzymała poziom wspomnianej wcześniej "Firmy"? Czy może skutecznie zniechęciła mnie do tego jednego z bardziej poczytnych autorów thrillerów prawniczych?

6 sierpnia 2016

"Queen. Nieznana historia" Peter Hince

Po co sięgnąć, aby całym sobą wpaść w machinę rock 'n' rolla i wraz z nią przemierzyć niemal cały świat? Jak zdobyć wejściówkę za kulisy koncertu jednego z najbardziej popularnych zespołów rockowych - legendarnej grupy Queen? Co zrobić, aby podejrzeć pracę muzyków od strony technicznej, załóżmy, że tuż zza fortepianu Freddiego Mercury'ego? Sprawa jest prosta - wystarczy sięgnąć po biografię "Queen. Historia nieznana", spisaną ręką jednego z pracowników technicznych zespołu - Petera Hince'a. Dzięki tym wspomnieniom, z łatwością staniemy się członkiem ekipy i naocznie będziemy uczestniczyć w opisanych wydarzeniach. Z pewnego względu pozycję musiałam przeczesać po raz drugi. Dziewiczy, czytelniczy kurs przez jej łamy, był dla mnie przeżyciem niezapomnianym - towarzyszyły mu wypieki na twarzy i przyspieszone bicie serca. Czy ponowna lektura biografii zmieniła coś w moim jej postrzeganiu? I tak i nie.

5 sierpnia 2016

"Katarzynka" Patrick Modiano

Gdy nie włożysz okularów, ludzie będą widzieć w twoim spojrzeniu jakąś mglistość i łagodność... To się nazywa urokiem...*

Jest niepozorna. Skromna objętościowo, bo jak inaczej nazwać sto stron, dodatkowo "napompowanych" rycinami? Ponadto, wydawałoby się, że przeznaczona dla młodszych stażem czytelników. Ot, taka tam, ilustrowana bajeczka. Gdyby nie fakt, iż autorem jest francuski noblista z 2014 r., Patrick Modiano, a ilustrował ją sam Jean-Jacques Sempé (tak, ten od "Mikołajka" René Goscinny'ego), pewnie nigdy po nią bym nie sięgnęła. "Katarzynka", bo o nie mowa, to dowód, że zupełnie nieokazała z wyglądu nowelka, może być dziełem kompletnym.

3 sierpnia 2016

"Freddie Mercury i ja" Jim Hutton, Tim Wapshott

Jako oddana fanka Freddiego Mercury'ego jestem w posiadaniu wielu jego biografii. Większość napisana została przez postronne osoby, dziennikarzy. Są to rzetelne, lecz w większości pozbawione emocji książki. Na "Freddie Mercury i ja", biografię o tyle oryginalną, gdyż spisaną ręką jego wieloletniego partnera życiowego - Jima Huttona, polowałam bardzo długo. Cena książki skutecznie mnie odstraszała. Ten prawie biały kruk, w końcu, przypadkiem i niemal cudem, trafił pod mój dach i spowodował, że na kilka wieczorów przepadłam z kretesem. Pierwsza lektura, była dla mnie przeżyciem niezmiernie emocjonalnym. Z różnych względów, do tytułu musiałam sięgnąć po raz kolejny. Zagłębiając się w nią ponownie, moje uczucia niewiele się zmieniły. Nadal targały mną silne choć zdecydowanie sprzeczne emocje.

1 sierpnia 2016

"Śniadanie u Tiffany'ego" Truman Capote

Pamiętacie Audrey Hepburn, zjawiskową kokietkę w "Śniadaniu u Tiffany'ego"? Jest to niekwestionowanie jedna z najbardziej charakterystycznych ról kobiecych światowego kina. Trudno jej nie kojarzyć, jeszcze trudniej nie nazwać klasyczną. Jej kreacja, od dziesięcioleci, urzeka rzesze kinomanów. Patrząc na profil moich zamiłowań, ekranizację odstawmy jednak na bok (tym bardziej, że w całości jej nie widziałam). Sięgnijmy do korzeni. Jak sprawa ma się z papierowym pierwowzorem granej przez Brytyjkę Holly Golightly? Czy jest też tak wspaniały, niezapomniany, niemal nieśmiertelny? Zważywszy na fakt, iż ekranizacje zazwyczaj są uboższą wersją książki, sięgając po powieść Trumana Capote'a, spodziewałam się naprawdę wiele. Może nie literackiego arcydzieła, ale na pewno dobrego kawałka literatury. Nie jestem do końca przekonana czy go otrzymałam. Co więc autor zaserwował mi na śniadanie, że mam co do niego wątpliwości?

29 lipca 2016

"Utopce" Katarzyna Puzyńska

Kiedy swego czasu sięgałam po pierwszą książkę Katarzyny Puzyńskiej - przyznaję to z ręką na sercu - nie oczekiwałam wiele, w sumie niczego szczególnego. Do polskich autorów literatury czysto rozrywkowej podchodziłam zazwyczaj mocno sceptycznie. Jeśli mam być szczera - omijałam ją szerokim łukiem. Kiedy jednak w me ręce wpadł "Motylek" stwierdziłam, że się pomyliłam. Jako urodzona fanka kryminałów, dla których nie jedną noc zarwałam, musiałam przyznać sama przed sobą, że prócz Joanny Chmielewskiej, którą kocham miłością szczerą i dozgonną, znalazłam godną jej następczynię - Katarzynę Puzyńską właśnie. I jakże się ucieszyłam, że autorka ta jest tak płodna, że przede mną jeszcze kilka tomów sagi o policjantach z Lipowa! Tym sposobem, powoli i z czystą, wzmagającą się z każdym kolejnym tomem przyjemnością, poznawałam kolejne perypetie Daniela Podgórskiego i Klementyny Kopp.

28 lipca 2016

"Masa o kilerach polskiej mafii" Jarosław Sokołowski "Masa", Artur Górski

Nie wiem jakim cudem, po co i dlaczego sięgnęłam po ten tytuł. Chyba tylko i wyłącznie z czystej przekory. Może trochę z ciekawości, na pewno też po to, by po prostu dokończyć cały cykl książek (skoro już wcześniej miałam w ręku poprzednie cztery) wydanych przez jednego z najbardziej znanych polskich gangsterów - Jarosława Sokołowskiego, znanego szerzej jako Masa. Nie wiem czego szukałam, być może sensacji, może odkrywczej prawdy. Niczego z wyżej wymienionych nie znalazłam. Ale zacznijmy może od początku.

27 lipca 2016

"Dolores Claiborne" Stephen King

Wpadłam jak śliwka w kompot. Chyba w końcu pokochałam Króla z Maine. I jest to miłość szczera. Choć (jeszcze) nie dozgonna. I to wszystko zupełnie (tak, tak!) przypadkiem. Kilkudniowy wypad nad morze okazał się w tej kwestii przełomowy. Jako urodzony mól książkowy zapakowałam oczywiście odpowiedni zapas lektur na wakacje. Okazał się jednak, patrząc na tempo mojego czytania, niewystarczający. Musiałam dokupić książek, bo chyba umarłabym nie dość, że z nudy, to na pewno z tęsknoty za słowem pisanym. A jak to w nadbałtyckich miejscowościach bywa - o prawdziwe księgarnie trudno. Pełno za to targów tzw. "taniej książki", gdzie sporo, jak to nazywam "chłamu wydawniczego". Chociaż niekoniecznie. Wśród sterty niskich lotów czytadeł udało mi się wyszperać Stephena Kinga. I tym sposobem przeczytałam "Dolores Claiborne". Jak to w przypadku tego pisarza bywa (patrząc przez pryzmat tych jego powieści, z którymi miałam już sposobność się zapoznać) - przeczytałam ją na wdechu. A może wydechu. Na pewno jednym tchem.

12 lipca 2016

"Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy" Swietłana Aleksijewicz

Pamięć ma barwę...
Wszystko to, co było przed wojną, pamięta się w ruchu, mieniące się barwami. (...) A wojna (...), to wszystko jest jakieś zatrzymane. I kolory są szare.

Prawda. Jeśli przywołuję z pamięci filmy dokumentalne dotyczące drugiej wojny światowej, widzę je tylko i wyłącznie w kolorach szarości. Jeśli przypominam sobie opowieści mojego dziadka z okresu wojny, mój umysł odtwarza je również jako czarno-białe obrazy. A jak jest z książką Swietłany Aleksijewicz pt.: "Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy"?

10 lipca 2016

"Wielki marsz" Stephen King

Bolało (...), w najgorszy, szarpiący sposób, kiedy już wiadomo, że zaraz cię nie będzie, a wszechświat będzie toczył się i tak, niewzruszony."

Zawsze lubiłam chodzić pod prąd. Nigdy nie kryłam się z tym, że nie przepadam za twórczością Stephena Kinga. Uznawałam, że to, co czytują wszyscy, niekoniecznie jest dobrą lekturą dla mnie. Coraz częściej łapię się na tym, że zmieniam w tej kwestii zdanie. Kiedyś w przypadku tego nazwiska mówiłam: nigdy więcej. Teraz przeczesuję jego twórczość i wyłapuję co ciekawsze kąski, niekoniecznie te, spod znaku horroru. Wydany pod pseudonimem Richarda Bachmana "Wielki marsz" jest tego najlepszym przykładem.

7 lipca 2016

"Zagubiony autobus" John Steinbeck

John Steinbeck - przyznaję to otwarcie - to jeden z moich ulubionych pisarzy. Przeczytałam do tej pory aż (lub w zależności jak popatrzeć - zaledwie) sześć z jego książek. Ani jedna z nich mnie nie zawiodła. Cztery z nich (między innymi "Grona gniewu", "Na wschód od Edenu" czy "Myszy i ludzie") szczególnie zapadły mi w pamięć i serce. Nawet po wielu miesiącach od ich lektury jestem w stanie odtworzyć fabułę i żywo, niemal z wypiekami na twarzy, o niej dyskutować. Lepszej rekomendacji dla książek i ich autora być więc chyba nie może. Z "Zagubionym autobusem" nie jest inaczej. Przyznam szczerze, że ten tytuł wpisuję właśnie w poczet moich ulubionych, tych najlepszych z najlepszych książek Amerykanina. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że być może, z upływem czasu, ten tytuł uplasuje się na miejscu drugim, tuż za moimi ukochanym "Gronami gniewu".

6 lipca 2016

"Artur Rojek. Inaczej" Aleksandra Klich, Artur Rojek

Po co ten stres, myślisz, że nie masz nic
Każdy ma - nawet Ty
Czasem trzeba to po prostu znaleźć
Miłość, noc i deszcz, życie też
Dla tego warto starać się
Powiedz, czy naprawdę nic nie jesteś wart
Znajdź to w sobie, tak
Nie poddaj się, bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans

Był czerwiec, czwarta nad ranem. Miałam osiemnaście lat, zdaną maturę, głowę pełną młodzieńczych pomysłów oraz widmo ważnego egzaminu przed sobą. Serce waliło mi ze stresu dorównując mocą młotowi pneumatycznemu. Terkot silnika podstarzałego Fiata 126 p., którego prowadziłam, wtórował mu ochoczo. Jednym okiem pilnując drogi, drugim podziwiając kładące się po zamglonych łąkach promienie wschodzącego słońca, nie spodziewając się niczego wielkiego, z nadzieją jednak, że muzyka przegoni moje czarne myśli związane z egzaminem na który jechałam, włączyłam radio. RMF FM a może lokalne radio OPOLE. Nie pamiętam. Zapamiętałam jednak TEN głos i TE liryczne dźwięki. Pierwszy takt a później kolejny... jednym, zdecydowanym pociągnięciem muzycznego pędzla zagłuszyły i oddaliły ode mnie wszystko: kwaśny posmak stresu w ustach i ostrość, tak charakterystycznego dla poczciwego "malucha", zapachu benzyny. Tak, muszę to przyznać niezbicie - "Acidland", pierwsza piosenka Myslovitz, którą usłyszałam (a jeśli nie, to na pewno taka, której świadomie przesłuchałam) mną wstrząsnęła. Najsmutniejsze tony, jakie kiedykolwiek słyszałam. Tekst, najbardziej optymistyczny z możliwych. I choć już osiemnastu lat nie mam, a w rzece mego życia upłynęło sporo wody, nazwisko Artura Rojka nadal działa na mnie specyficznie. Wywołuje w mym sercu pewnego rodzaju żarliwość i tkliwość. Niedziwnym więc jest fakt, że po jego autobiografię sięgnęłam w ciemno, trochę z sentymentu, trochę z zainteresowaniem a na pewno ze sporą dozą oczekiwań.

5 lipca 2016

"Walc pożegnalny" Milan Kundera

Posiadanie dziecka oznacza pełnię aprobaty dla człowieka. Gdybym miał dziecko, byłoby to tak, jakbym twierdził: "Urodziłem się, zakosztowałem życia i uznałem, że jest na tyle dobre, iż zasługuje, by je reprodukować".

To prawie tak, jak z książkami Milana Kundery: są na tyle dobre, że zasługują na to, by je reprodukować. Drukować, tłumaczyć, czytać. Akurat tego - co doskonale widać przyglądając się moim ostatnim czytelniczym wyborom - jestem pewna. Ten czesko-francuski pisarz gości pod moim dachem nader często. I równie często odurza na tyle, że polecałam go dalej. Z "Walcem pożegnalnym" nie jest inaczej. I choć nie zaliczę niniejszego tytułu do grona moich ulubionych, to jest to lektura na tyle fascynująca, że warto po nią sięgać.

3 lipca 2016

"Katedra w Barcelonie" Ildefonso Falcones

Żeby nie było, że nie trafiam na złe książki. Niestety, trafiam. Najczęściej są to tytuły, o których słyszy się same superlatywy typu: "koniecznie trzeba przeczytać!", "bardzo wciągające!", "rewelacja!". W tego typu reklamie zabraknąć nie może oczywiście określenia "bestseller". Coraz bardziej boję się tego typu rekomendacji. Dlaczego? Cóż, coraz częściej, takie właśnie hołubienie niektórych książek, przynajmniej w moim przypadku, bywa mierną ich rekomendacją. Owszem - jestem ich ciekawa i często, (nazbyt wręcz) gęsto po nie sięgam. Równie często niestety bywam nimi mocno rozczarowana. Co gorsza, takie rozgoryczenie kiepską lekturą ciągnie się za mną tygodniami i zapewnia niezłego czytelniczego kaca. Tak jest z "Katedrą w Barcelonie" autorstwa Ildefonso Falconesa właśnie.

2 lipca 2016

"Życie na pełnej petardzie" ks. Jan Kaczkowski, Piotr Żyłka

"Szału nie ma, jest rak", krótki wywiad ze śp. ks. Janem Kaczkowskim zrobił na mnie swego czasu niesamowite wrażenie (pisałam o tej książce TU). Książka na tyle mocno na mnie wpłynęła, że niemal bez wahania sięgnęłam po kolejne tytuły, jakie wyszły spod ręki księdza. Byłam ich niezmiernie ciekawa. Pierwsza z nich: "Życie na pełnej petardzie" - to obiektywnie rzecz ujmując - powielenie pierwszego, wspomnianego przeze mnie tytułu. Na szczęście (uf!, przecież nie ma nic gorszego od czytania kopii czegoś, co już wcześniej miało się w ręku), jest też jego niezwykłym uzupełnieniem. Dlatego też myślę, że warto poń sięgnąć.

1 lipca 2016

"Cmętarz zwieżąt" Stephen King

Żadna ze mnie fanka horrorów. Przesadną miłością do Stephena Kinga nie pałam. Zdarzają się jednak sytuacje, w których przyjaciele obdarowują mnie książkami "nie w moim guście i stylu" albo/i spod pióra autora z Maine. Tak się składa, że "Cmętarz zwiężąt" jest właściwie jednym i drugim - na swój sposób więc "nietrafiony". Ale takie "chybione" prezenty są właśnie najlepsze. Kiedy po nie sięgam, pełna sceptycyzmu, kręcąc nosem, wzdychając i prychając, kiedy zanurzam się w kolejnych stronach by w miarę upływu czasu nie móc się od nich oderwać, wtedy wiem, że... przyjaciele wiedzą lepiej. Wiedzą co dobre, wiedzą jak i czym mnie zaskoczyć. I jak zmusić do dyskusji. A także do zmiany zdania. Bo tylko krowa ponoć go nie zmienia.

28 czerwca 2016

"Małmówny i rodzina" Małgorzata Musierowicz

Jeszcze do niedawna zarzekałam się, że jej nie ruszę. Nigdy, przenigdy! Że demony z przeszłości, że mam z nią związane złe wspomnienia, że nudne i bez sensu, że dla młodzieży to nie dla mnie. Wymówka goniła wymówkę. No ale stało się. Za sprawą pewnego dobrego i kochającego słowo pisane równie mocno serca jak ja, pokaźny stos "Jeżycjady" autorstwa Małgorzaty Musierowicz zawitał na mojej półce. Początkowo przekładany z kąta w kąt. Wypierany z pamięci. Stał się jednak obiektem pewnego zakładu. Ano obiecałam, że do końca roku kalendarzowego przeczytam kilka tomów i dopiero wtedy będę mogła z czystym sumieniem skreślić serię z mojego literackiego kręgu zainteresowań. Że będę mogła na nią psioczyć, furczeć i jej nienawidzić. Ale mam przeczytać. No dobra. W imię mojej ulubionej zasady "nigdy nie mów nigdy", w chwili znużenia czymś cięższym, zupełnie od niechcenia, kilka dni temu stało się. "Małomówny i rodzina", bo o nim właśnie mowa, wpadł w moje ręce. Tom nawet nie pierwszy. Określany mianem zerowego. Ale chyba się mimo wszystko liczy? Mam taką nadzieję, gdyż zupełnie nieoczekiwanie skradł mi poniekąd serce (bo jak inaczej można określić fakt, że pożarłam go w jedną noc?).

27 czerwca 2016

"Odwieczny Bal" Vina Jackson

Zniewoleniu towarzyszy pewna specyficzna forma wolności.

Czy bal może nie mieć ani początku ani końca, zarówno w czasie jak i przestrzeni? Czy może trwać nieustannie, z każdym rokiem rozkwitać feerią zmysłowych doznań, smakować egzotycznymi owocami a jednocześnie zachwycać swą estetyką? Czy jakikolwiek bal może wirować tylko i wyłącznie wokół seksu a jednocześnie mieć wyrafinowaną i koronkową oprawę przy jednoczesnym zachowaniu iskry lubieżności? Tak. To ten Bal. "Odwieczny Bal", szósty tom serii "Osiemdziesięciu dni" pisarskiego duetu kryjącego się pod pseudonimem Viny Jackson, to odrębna historia, znacznie oderwana od swych pięciu poprzedników. I choć na rynku wydawniczym ukazała się już dawno temu, to nadal do niej wracam, ze szczerym i niegasnącym sentymentem. W sumie, jeśli mam być szczera, jest to jedyny tytuł z gatunku literatury erotycznej, który do tego stopnia mi się spodobał, że przeczytałam go kilkukrotnie.

25 czerwca 2016

"Tożsamość" Milan Kundera

Stało się. Igrając słowem i bawiąc się swoimi bohaterami Milan Kindera po raz kolejny ze mnie zakpił a tym samym wprawił mnie w niebywały zachwyt i niedowierzanie. Jakim cudem, nakładem zaledwie dwóch postaci i niewyszukanym, prostym językiem, na niecałych 150 stronach można stworzyć coś tak kunsztownego? Bo taka właśnie jest "Tożsamość", powieść powstała w 1997 r. a niedawno wznowiona nakładem wydawnictwa WAB.

24 czerwca 2016

"Z jednym wyjątkiem" Katarzyna Puzyńska

Wakacje za pasem. Ich aurę czuć już praktycznie w powietrzu. Świadectwo już niemal w ręce. Wniosek o urlop czeka na rozpatrzenie. Ostatnie sprawy czekają na domknięcie. Kiedy więc drzwi biura zatrzasną się z hukiem a lista rzeczy do spakowania w walizkę czekać będzie na stole, trzeba będzie rozważyć czego, prócz kremu do opalania oraz bikini, nie będzie mogło zabraknąć nam podczas urlopu. Na pewno nie można zapomnieć o dobrej, lekkiej i niezobowiązującej lekturze. Może takiej rozgrywającej się w małej, otoczonej lasami i polami, niemalże sielskiej miejscowości? Na przykład takiej o wdzięcznej nazwie: Lipowo?

21 czerwca 2016

"Szału nie ma, jest rak" Katarzyna Jabłońska (red.), Jan Kaczkowski

Mam dziwny czytelniczy nawyk za który większość moli książkowych - jak myślę - by mnie ukatrupiło. Lubię zaginać w książkach rogi. Lubię podkreślać ołówkiem cytaty. Lubię kreślić i zaznaczać swoją obecność w lekturze, jaką mam w ręku. Może to infantylny nawyk. Być może wkurzający. A nawet naganny. Na szczęście, nie zdarza się on jednak często. Jest niestety lub "stety" zarezerwowany dla książek bardzo dobrych lub nawet wybitnych. Takie tytuły zdarzają się nieczęsto, mój niszczycielski zapęd jest więc okazjonalny. I jest wyznacznikiem książek, które są mi niezmiernie bliskie i zostaną ze mną na zawsze, nie tylko na półce domowej biblioteczki. Taką książką jest właśnie "Szału nie ma, jest rak" - rozmowa Katarzyny Jabłońskiej z niedawno zmarłym księdzem Janem Kaczkowskim. Od dawien dawna, żadna z książek nie została przeze mnie do tego stopnia zmaltretowana jak właśnie ta... co śmieszniejsze, większość naznaczonych moją osobowością tytułów znacznie odbiega od niniejszej pozycji. Bo jak porównać nabokovską "Lolitę", "Pianistkę" Jelinek czy "Nieznośną lekkość bytu" Kundery z wywiadem z polskim księdzem zajmującym się bioetyką?! Nijak. I w sumie to jest mi wstyd. Że książka ta trafiła w moje ręce dopiero teraz, czyli już po śmierci księdza.

18 czerwca 2016

"Queen. Królewska historia" Mark Blake

Królewska muzyka towarzyszy mi codziennie, od wczesnych lat dzieciństwa a życiorys Freddie'go znam na pamięć. Mając siedem lat postanowiłam, że kiedyś pójdę na ich koncert a biblioteczka zapełnia siękolejnymi publikacjami na temat zespołu. Tak, musze przyznać, że mam ogromną słabość do zespołu Queen. Kiedy więc na rynku ukazała się kolejna już ich biografia, bez najmniejszego nawet mrugnięcia okiem, ją zakupiłam. I przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem.

17 czerwca 2016

"Tajemnica Brokeback Mountain" Annie Proulx

W swoich wyborach czytelniczych - przynajmniej ostatnio - jestem masochistką. Celowo tak szperam po tytułach, żeby dorwać te, które mocno haratają duszę. Często kieruję się intuicją (bywa mniej zwodnicza aniżeli czytelnicze opinie) a ona bardzo rzadko mnie zawodzi. Tak jest i tym razem. Tytuł wybrałam prawie w ciemno, sugerując się jedynie odrobinę obejrzaną swego czasu ekranizacją omawianego opowiadania. Mówi się, że miłość miłości nierówna. Po niniejszej lekturze chyba zmienię w tej kwestii zdanie.

15 czerwca 2016

"Ginekolodzy" Thorwald Jürgen

Jürgen Thorwald to niekwestionowanie jeden z moich ulubionych pisarzy w swoim gatunku. Jego spojrzenie na historię nigdy nie jest nudne. Jest nietuzinkowe a przy tym po prostu porywające. Kiedy zobaczyłam, że polski rynek wydawniczy wzbogacił się o jego kolejną książkę, bez zastanowienia ją kupiłam. Jak tylko ją dorwałam - od razu przeczytałam. Co było do przewidzenia - czytałam z wypiekami na twarzy!

12 czerwca 2016

"Zbyt głośna samotność" Bohumil Hrabal

Nigdy nie wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia. Zawsze wydawało mi się, że do zakochania potrzeba czegoś więcej, aniżeli tylko pierwszego spojrzenia. Byłam przekonana, że to upływający czas i dłuższe obcowanie z potencjalnym obiektem uczuć jest sprzymierzeńcem rodzącego się uczucia. I aby pokochać jakieś autora, potrzeba więcej, aniżeli jednego tylko zdania. Chyba zmienię swój światopogląd.

Trzydzieści pięć lat pracuję przy starym papierze i to jest moja love story.
Parafrazując samego Bohumila Hrabala, cytując wykreowanego przez niego w "Zbyt głośnej samotności" Haňtio: "Trzydzieści pięć lat obcuję z papierem a nigdy (do takiego stopnia) nie poczułam co to love story." Już czuję. Oto właśnie ona, oto MOJA love story.

10 czerwca 2016

"Moja prawda" Mike Tyson

Jeśli nie masz w sobie ducha wojownika, nigdy nie będziesz dobrym bokserem - mówił Cus.- Nieważne, jak wielki i silny jesteś.

Nigdy - mimo iż moja rodzicielka z chęcią oglądała walki transmitowane w telewizji - nie pociągał mnie boks. Nie widziałam nic ciekawego w biciu się na oczach widzów. Boks dla mnie to rozcięte łuki brwiowe, pot spływający po umięśnionych ciałach i prawe sierpowe kierowane w kierunku rywali. Zupełnie nie rozumiem więc swego czytelniczego wyboru. Być może zadecydowała o nim moja wrodzona przekora albo po prostu czytelnicza intuicja, która po raz kolejny udowodniła mi, że mam rękę do biografii. Nie sięgam po nie często, a jeśli się już zdarzy, to zawsze jestem zachwycona. Tym razem nie jest inaczej.

9 czerwca 2016

"Trzydziesta pierwsza" Katarzyna Puzyńska

Zasłużyła na miano polskiej Camilli Läckberg
- tak krzyczy okładka. A ja jestem przekonana, że warsztat pisarki autorki znacznie przewyższa ten, do jakiego przyzwyczaiła nas Szwedka. Dwie zagadkowe sprawy oraz znana nam już grupa policjantów z Danielem Podgórskim na czele, nietuzinkowe śledztwo, duszna, małomiasteczkowa atmosfera a wszystko spisane lekkim piórem - taki układ wróży tylko jedno: dobrą i wciągającą powieść kryminalną. Czy ją dostałam?

8 czerwca 2016

"Czar Chanel" Paul Morand

Nr 11. Patrząc na charakter i sposób postrzegania świata, taki właśnie tytuł nadałaby Coco Chanel niniejszemu tekstowi. Zrozumiała i niewyszukana nazwa. Bez nienaturalnego, poetyckiego nadęcia i strzelających po sufit korków szampana. Prostota i minimalizm. Do tego dążyła i do tego zwykła nas przyzwyczaić. Bo jak twierdzi:

Śmieszność zabija wiele rzeczy, ale nigdy nie zabija śmieszności.
Tak więc, bez zbędnego owijania w bawełnę, prosto i bez sztucznej megalomanii, a przede wszystkim bez zbędnej śmieszności, moja jedenasta recenzja książki zamieszczona na blogu, obejmować będzie tematyką ikonę mody, charakterystyczną i nad wyraz charakterną, niemniej czarującą a na pewno rozpoznawalną na całym świecie - Coco Chanel.

7 czerwca 2016

"Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" Swietłana Aleksijewicz

Przyznam się z ręką na sercu, że od dawien dawna, po przeczytaniu jakiejkolwiek książki, nie wiedziałam, tuż po jej lekturze, co o niej napisać. Czasem potrzebowałam kilku godzin na przetrawienie informacji, czasem zdarzała się doba. Ale nigdy nie trwało to dłużej niż kilkanaście godzin. Zawsze jednak musi być ten pierwszy raz. Właśnie nadszedł. A ja nadal nie wiem co powinnam napisać. I gwoli ścisłości, bynajmniej nie chodzi o moją ignorancję odnośnie prezentowanego tytułu... Sprawa ma się wręcz przeciwnie.