28 czerwca 2016

"Małmówny i rodzina" Małgorzata Musierowicz

Jeszcze do niedawna zarzekałam się, że jej nie ruszę. Nigdy, przenigdy! Że demony z przeszłości, że mam z nią związane złe wspomnienia, że nudne i bez sensu, że dla młodzieży to nie dla mnie. Wymówka goniła wymówkę. No ale stało się. Za sprawą pewnego dobrego i kochającego słowo pisane równie mocno serca jak ja, pokaźny stos "Jeżycjady" autorstwa Małgorzaty Musierowicz zawitał na mojej półce. Początkowo przekładany z kąta w kąt. Wypierany z pamięci. Stał się jednak obiektem pewnego zakładu. Ano obiecałam, że do końca roku kalendarzowego przeczytam kilka tomów i dopiero wtedy będę mogła z czystym sumieniem skreślić serię z mojego literackiego kręgu zainteresowań. Że będę mogła na nią psioczyć, furczeć i jej nienawidzić. Ale mam przeczytać. No dobra. W imię mojej ulubionej zasady "nigdy nie mów nigdy", w chwili znużenia czymś cięższym, zupełnie od niechcenia, kilka dni temu stało się. "Małomówny i rodzina", bo o nim właśnie mowa, wpadł w moje ręce. Tom nawet nie pierwszy. Określany mianem zerowego. Ale chyba się mimo wszystko liczy? Mam taką nadzieję, gdyż zupełnie nieoczekiwanie skradł mi poniekąd serce (bo jak inaczej można określić fakt, że pożarłam go w jedną noc?).

27 czerwca 2016

"Odwieczny Bal" Vina Jackson

Zniewoleniu towarzyszy pewna specyficzna forma wolności.

Czy bal może nie mieć ani początku ani końca, zarówno w czasie jak i przestrzeni? Czy może trwać nieustannie, z każdym rokiem rozkwitać feerią zmysłowych doznań, smakować egzotycznymi owocami a jednocześnie zachwycać swą estetyką? Czy jakikolwiek bal może wirować tylko i wyłącznie wokół seksu a jednocześnie mieć wyrafinowaną i koronkową oprawę przy jednoczesnym zachowaniu iskry lubieżności? Tak. To ten Bal. "Odwieczny Bal", szósty tom serii "Osiemdziesięciu dni" pisarskiego duetu kryjącego się pod pseudonimem Viny Jackson, to odrębna historia, znacznie oderwana od swych pięciu poprzedników. I choć na rynku wydawniczym ukazała się już dawno temu, to nadal do niej wracam, ze szczerym i niegasnącym sentymentem. W sumie, jeśli mam być szczera, jest to jedyny tytuł z gatunku literatury erotycznej, który do tego stopnia mi się spodobał, że przeczytałam go kilkukrotnie.

25 czerwca 2016

"Tożsamość" Milan Kundera

Stało się. Igrając słowem i bawiąc się swoimi bohaterami Milan Kindera po raz kolejny ze mnie zakpił a tym samym wprawił mnie w niebywały zachwyt i niedowierzanie. Jakim cudem, nakładem zaledwie dwóch postaci i niewyszukanym, prostym językiem, na niecałych 150 stronach można stworzyć coś tak kunsztownego? Bo taka właśnie jest "Tożsamość", powieść powstała w 1997 r. a niedawno wznowiona nakładem wydawnictwa WAB.

24 czerwca 2016

"Z jednym wyjątkiem" Katarzyna Puzyńska

Wakacje za pasem. Ich aurę czuć już praktycznie w powietrzu. Świadectwo już niemal w ręce. Wniosek o urlop czeka na rozpatrzenie. Ostatnie sprawy czekają na domknięcie. Kiedy więc drzwi biura zatrzasną się z hukiem a lista rzeczy do spakowania w walizkę czekać będzie na stole, trzeba będzie rozważyć czego, prócz kremu do opalania oraz bikini, nie będzie mogło zabraknąć nam podczas urlopu. Na pewno nie można zapomnieć o dobrej, lekkiej i niezobowiązującej lekturze. Może takiej rozgrywającej się w małej, otoczonej lasami i polami, niemalże sielskiej miejscowości? Na przykład takiej o wdzięcznej nazwie: Lipowo?

21 czerwca 2016

"Szału nie ma, jest rak" Katarzyna Jabłońska (red.), Jan Kaczkowski

Mam dziwny czytelniczy nawyk za który większość moli książkowych - jak myślę - by mnie ukatrupiło. Lubię zaginać w książkach rogi. Lubię podkreślać ołówkiem cytaty. Lubię kreślić i zaznaczać swoją obecność w lekturze, jaką mam w ręku. Może to infantylny nawyk. Być może wkurzający. A nawet naganny. Na szczęście, nie zdarza się on jednak często. Jest niestety lub "stety" zarezerwowany dla książek bardzo dobrych lub nawet wybitnych. Takie tytuły zdarzają się nieczęsto, mój niszczycielski zapęd jest więc okazjonalny. I jest wyznacznikiem książek, które są mi niezmiernie bliskie i zostaną ze mną na zawsze, nie tylko na półce domowej biblioteczki. Taką książką jest właśnie "Szału nie ma, jest rak" - rozmowa Katarzyny Jabłońskiej z niedawno zmarłym księdzem Janem Kaczkowskim. Od dawien dawna, żadna z książek nie została przeze mnie do tego stopnia zmaltretowana jak właśnie ta... co śmieszniejsze, większość naznaczonych moją osobowością tytułów znacznie odbiega od niniejszej pozycji. Bo jak porównać nabokovską "Lolitę", "Pianistkę" Jelinek czy "Nieznośną lekkość bytu" Kundery z wywiadem z polskim księdzem zajmującym się bioetyką?! Nijak. I w sumie to jest mi wstyd. Że książka ta trafiła w moje ręce dopiero teraz, czyli już po śmierci księdza.

18 czerwca 2016

"Queen. Królewska historia" Mark Blake

Królewska muzyka towarzyszy mi codziennie, od wczesnych lat dzieciństwa a życiorys Freddie'go znam na pamięć. Mając siedem lat postanowiłam, że kiedyś pójdę na ich koncert a biblioteczka zapełnia siękolejnymi publikacjami na temat zespołu. Tak, musze przyznać, że mam ogromną słabość do zespołu Queen. Kiedy więc na rynku ukazała się kolejna już ich biografia, bez najmniejszego nawet mrugnięcia okiem, ją zakupiłam. I przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem.

17 czerwca 2016

"Tajemnica Brokeback Mountain" Annie Proulx

W swoich wyborach czytelniczych - przynajmniej ostatnio - jestem masochistką. Celowo tak szperam po tytułach, żeby dorwać te, które mocno haratają duszę. Często kieruję się intuicją (bywa mniej zwodnicza aniżeli czytelnicze opinie) a ona bardzo rzadko mnie zawodzi. Tak jest i tym razem. Tytuł wybrałam prawie w ciemno, sugerując się jedynie odrobinę obejrzaną swego czasu ekranizacją omawianego opowiadania. Mówi się, że miłość miłości nierówna. Po niniejszej lekturze chyba zmienię w tej kwestii zdanie.

15 czerwca 2016

"Ginekolodzy" Thorwald Jürgen

Jürgen Thorwald to niekwestionowanie jeden z moich ulubionych pisarzy w swoim gatunku. Jego spojrzenie na historię nigdy nie jest nudne. Jest nietuzinkowe a przy tym po prostu porywające. Kiedy zobaczyłam, że polski rynek wydawniczy wzbogacił się o jego kolejną książkę, bez zastanowienia ją kupiłam. Jak tylko ją dorwałam - od razu przeczytałam. Co było do przewidzenia - czytałam z wypiekami na twarzy!

12 czerwca 2016

"Zbyt głośna samotność" Bohumil Hrabal

Nigdy nie wierzyłam w miłość od pierwszego wejrzenia. Zawsze wydawało mi się, że do zakochania potrzeba czegoś więcej, aniżeli tylko pierwszego spojrzenia. Byłam przekonana, że to upływający czas i dłuższe obcowanie z potencjalnym obiektem uczuć jest sprzymierzeńcem rodzącego się uczucia. I aby pokochać jakieś autora, potrzeba więcej, aniżeli jednego tylko zdania. Chyba zmienię swój światopogląd.

Trzydzieści pięć lat pracuję przy starym papierze i to jest moja love story.
Parafrazując samego Bohumila Hrabala, cytując wykreowanego przez niego w "Zbyt głośnej samotności" Haňtio: "Trzydzieści pięć lat obcuję z papierem a nigdy (do takiego stopnia) nie poczułam co to love story." Już czuję. Oto właśnie ona, oto MOJA love story.

10 czerwca 2016

"Moja prawda" Mike Tyson

Jeśli nie masz w sobie ducha wojownika, nigdy nie będziesz dobrym bokserem - mówił Cus.- Nieważne, jak wielki i silny jesteś.

Nigdy - mimo iż moja rodzicielka z chęcią oglądała walki transmitowane w telewizji - nie pociągał mnie boks. Nie widziałam nic ciekawego w biciu się na oczach widzów. Boks dla mnie to rozcięte łuki brwiowe, pot spływający po umięśnionych ciałach i prawe sierpowe kierowane w kierunku rywali. Zupełnie nie rozumiem więc swego czytelniczego wyboru. Być może zadecydowała o nim moja wrodzona przekora albo po prostu czytelnicza intuicja, która po raz kolejny udowodniła mi, że mam rękę do biografii. Nie sięgam po nie często, a jeśli się już zdarzy, to zawsze jestem zachwycona. Tym razem nie jest inaczej.

9 czerwca 2016

"Trzydziesta pierwsza" Katarzyna Puzyńska

Zasłużyła na miano polskiej Camilli Läckberg
- tak krzyczy okładka. A ja jestem przekonana, że warsztat pisarki autorki znacznie przewyższa ten, do jakiego przyzwyczaiła nas Szwedka. Dwie zagadkowe sprawy oraz znana nam już grupa policjantów z Danielem Podgórskim na czele, nietuzinkowe śledztwo, duszna, małomiasteczkowa atmosfera a wszystko spisane lekkim piórem - taki układ wróży tylko jedno: dobrą i wciągającą powieść kryminalną. Czy ją dostałam?

8 czerwca 2016

"Czar Chanel" Paul Morand

Nr 11. Patrząc na charakter i sposób postrzegania świata, taki właśnie tytuł nadałaby Coco Chanel niniejszemu tekstowi. Zrozumiała i niewyszukana nazwa. Bez nienaturalnego, poetyckiego nadęcia i strzelających po sufit korków szampana. Prostota i minimalizm. Do tego dążyła i do tego zwykła nas przyzwyczaić. Bo jak twierdzi:

Śmieszność zabija wiele rzeczy, ale nigdy nie zabija śmieszności.
Tak więc, bez zbędnego owijania w bawełnę, prosto i bez sztucznej megalomanii, a przede wszystkim bez zbędnej śmieszności, moja jedenasta recenzja książki zamieszczona na blogu, obejmować będzie tematyką ikonę mody, charakterystyczną i nad wyraz charakterną, niemniej czarującą a na pewno rozpoznawalną na całym świecie - Coco Chanel.

7 czerwca 2016

"Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" Swietłana Aleksijewicz

Przyznam się z ręką na sercu, że od dawien dawna, po przeczytaniu jakiejkolwiek książki, nie wiedziałam, tuż po jej lekturze, co o niej napisać. Czasem potrzebowałam kilku godzin na przetrawienie informacji, czasem zdarzała się doba. Ale nigdy nie trwało to dłużej niż kilkanaście godzin. Zawsze jednak musi być ten pierwszy raz. Właśnie nadszedł. A ja nadal nie wiem co powinnam napisać. I gwoli ścisłości, bynajmniej nie chodzi o moją ignorancję odnośnie prezentowanego tytułu... Sprawa ma się wręcz przeciwnie.

6 czerwca 2016

"Splendor" Vladimir Nabokov

Gdyby Martin kiedykolwiek myślał o zostaniu pisarzem i nurtowała go pisarska zachłanność (...), ów odwieczny lęk, który zmusza człowieka, by utrwalił ten czy ów ulotny detal, być może owe rozprawy (...) wzbudziłyby w nim zazdrość i chęć napisania tego samego, tyle że lepiej.

Jeśli ktoś prześledziłby książki w mojej domowej biblioteczce, spostrzegłby, że mam słabość do kilku nazwisk. Nad wyraz cenię sobie Steinbecka, Kunderę czy Cabrégo. Wśród nazwisk obok których nie jestem w stanie przejść obojętnie - ba!, które wywołują u mnie szybsze bicie serca - jest niewątpliwie Nabokov. Po jego książki - choć do łatwych w odbiorze nie należą - sięgam z niegasnącym zapałem. To właśnie nabokovski sposób postrzegania świata i sposób utrwalania ulotnych detali sprawia, że w przypadku autora kontrowersyjnej "Lolity", mój apetyt rośnie w miarę jedzenia: im więcej książek Rosjanina przeczytałam, tym więcej ich łaknę.

5 czerwca 2016

"Patrz na te arlekiny!" Vladimir Nabokov

Uważam, że twoje zdrowie psychiczne jest w należytym porządku. Czasem bywasz poplątany i posępny, a często pocieszny, ale to pasuje do takiego ce qu'on appelle geniuszu.

Nazwiska Nabokova nie trzeba nikomu przedstawiać. Autor słynnej "Lolity" mocno wrył się w kanon literatury klasycznej. W mojej opinii, zupełnie zasłużenie. Nie ma dla mnie większego nazwiska. I nieprędko zapewne takie się znajdzie. Jest geniuszem, po którego sięgam z bijącym z podekscytowania sercem. "Patrzcie na te arlekiny!" to ósma z rzędu powieść pisarza, jaką przeczytałam. I dobrze się stało, że sięgnęłam po nią dopiero teraz. Lektura jej jako pierwszej nie miałaby racji bytu, gdyż powieść ta - okrzyknięta jako rzekoma autobiografia autora (chociaż mocno wątpliwa, o czym później) - roi się od odwołań do całej bibliografii Nabokova.

3 czerwca 2016

"Księga śmiechu i zapomnienia" Milan Kundera

(...) bo przecież piękno już dawno zginęło. Zniknęło pod powierzchnią hałasu - hałasu słów, samochodów, muzyki, liter - w którym nieustannie żyjemy. Zatonęło jak Atlantyda, zostało po nim tylko słowo, którego sens staje się z roku na rok mniej zrozumiały.

Jeśli można się upić słowem, to czuję się pijana. Patrząc na cytat, którym odważyłam się otworzyć swój tekst, Milan Kundera to figlarz. Świadomy wartości swojej prozy, zaprzeczając jej pięknu, zwyczajnie bawi się z czytelnikiem, wodzi go za nos, śmieje się mu w twarz. Oj, a ja kocham takie igraszki, gierki, które w swej figlarności są nad wyraz poważne. Wręcz namacalny dowód na wielkość literatury, tej charakteryzującej się prawdziwą wartością, taką, która w nas gra jeszcze długo po odłożeniu książki na półkę. Opublikowana w 1978 roku przez Czecha (chociaż patrząc przez pryzmat jego biografii oraz światopoglądu należałoby powiedzieć - Francuza) powieść drga w każdym moim atomie, istny rezonans śmiechu, bynajmniej nie zapomnienia.

1 czerwca 2016

"Swoją drogą" Tomek Michniewicz

Zabiorę cię w dowolne miejsce na świecie. Pod jednym warunkiem - decyzję dokąd chcesz lecieć i po co, musisz podjąć już, w tej chwili.
Tomek Michniewicz tymi oto słowami zaprosił trzy bliskie sobie osoby w podróż ich życia. Propozycje kuszące, niemal nie do odrzucenia. Czy jednak dające pełnię szczęścia?