Po co ten stres, myślisz, że nie masz nic
Każdy ma - nawet Ty
Czasem trzeba to po prostu znaleźć
Miłość, noc i deszcz, życie też
Dla tego warto starać się
Powiedz, czy naprawdę nic nie jesteś wart
Znajdź to w sobie, tak
Nie poddaj się, bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans
Był czerwiec, czwarta nad ranem. Miałam osiemnaście lat, zdaną maturę, głowę pełną młodzieńczych pomysłów oraz widmo ważnego egzaminu przed sobą. Serce waliło mi ze stresu dorównując mocą młotowi pneumatycznemu. Terkot silnika podstarzałego Fiata 126 p., którego prowadziłam, wtórował mu ochoczo. Jednym okiem pilnując drogi, drugim podziwiając kładące się po zamglonych łąkach promienie wschodzącego słońca, nie spodziewając się niczego wielkiego, z nadzieją jednak, że muzyka przegoni moje czarne myśli związane z egzaminem na który jechałam, włączyłam radio. RMF FM a może lokalne radio OPOLE. Nie pamiętam. Zapamiętałam jednak TEN głos i TE liryczne dźwięki. Pierwszy takt a później kolejny... jednym, zdecydowanym pociągnięciem muzycznego pędzla zagłuszyły i oddaliły ode mnie wszystko: kwaśny posmak stresu w ustach i ostrość, tak charakterystycznego dla poczciwego "malucha", zapachu benzyny. Tak, muszę to przyznać niezbicie - "Acidland", pierwsza piosenka Myslovitz, którą usłyszałam (a jeśli nie, to na pewno taka, której świadomie przesłuchałam) mną wstrząsnęła. Najsmutniejsze tony, jakie kiedykolwiek słyszałam. Tekst, najbardziej optymistyczny z możliwych. I choć już osiemnastu lat nie mam, a w rzece mego życia upłynęło sporo wody, nazwisko Artura Rojka nadal działa na mnie specyficznie. Wywołuje w mym sercu pewnego rodzaju żarliwość i tkliwość. Niedziwnym więc jest fakt, że po jego autobiografię sięgnęłam w ciemno, trochę z sentymentu, trochę z zainteresowaniem a na pewno ze sporą dozą oczekiwań.