
Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z Simonem Beckettem, o "Chemii śmierci" nie sposób zapomnieć. Drobiazgowy i dosadny opis rozkładu ludzkiego ciała przedstawiony w pierwszym tomie cyklu o Davidzie Hunterze wrył mi się w pamięć na dobre. I choć ząb czasu teoretycznie znacząco wpływa na to, w jakim stopniu pamiętam przeczytane książki, o tej na pewno prędko lub - co bardziej prawdopodobne - nigdy nie zapomnę. I choć kolejne tomy nie były już tak porywające, wspominam je ze sporym sentymentem. Nic więc dziwnego, że w chwili gdy dowiedziałam się, iż rynek księgarski wzbogaci się o kolejny tytuł Becketta, po prostu go kupiłam. I zaczęłam czytać.








