27 sierpnia 2016

"Zimne ognie" Simon Beckett

Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z Simonem Beckettem, o "Chemii śmierci" nie sposób zapomnieć. Drobiazgowy i dosadny opis rozkładu ludzkiego ciała przedstawiony w pierwszym tomie cyklu o Davidzie Hunterze wrył mi się w pamięć na dobre. I choć ząb czasu teoretycznie znacząco wpływa na to, w jakim stopniu pamiętam przeczytane książki, o tej na pewno prędko lub - co bardziej prawdopodobne - nigdy nie zapomnę. I choć kolejne tomy nie były już tak porywające, wspominam je ze sporym sentymentem. Nic więc dziwnego, że w chwili gdy dowiedziałam się, iż rynek księgarski wzbogaci się o kolejny tytuł Becketta, po prostu go kupiłam. I zaczęłam czytać.

23 sierpnia 2016

"Ręka" Henning Mankell

Każdy szanujący się fan kryminałów (a jeśli nie każdy, to na pewno większość czytelników tego rodzaju literatury) zna nazwisko Kurta Wallandera. Stało się ono swego rodzaju sztandarowe i na dobre wpisało się w poczet kryminałów ze Skandynawii. Nieżyjący już szwedzki pisarz, dziennikarz i reżyser - Henning Mankell, tworząc swoją serię o wyżej wymienionym policjancie śledczym z Ystad, stworzył coś nad wyraz klimatycznego, niemal unikatowego i patrząc przez pryzmat mojej ostatniej lektury (o której więcej za chwilę), ponadczasowego.

21 sierpnia 2016

"Cień eunucha" Jaume Cabré

Trzecia kawa. Júlia już miała dość. Dziś nie zaśnie. Ale z kolei Miquel nie zaśnie dzisiaj bez kawy, bo oto w ciągu paru godzin oskalpował całe swoje życie. s. 452-453

Czasem zdarza się tak, że z niewinnego obiadu w restauracji robią się godziny. Pod wpływem chwili lub miejsca, osoby towarzyszącej czy zapachu dania, zaczynamy mówić, wspominać, żałować, uzewnętrzniać się. Z godzin robią się dnie, z dni tygodnie. Z tygodni całe miesiące i lata naszego życia, chwile, które decydujemy się ofiarować osobie siedzącej naprzeciwko. Cień eunucha, powieść Jaume Cabré'go z 1996 roku, właśnie tym jest - spowiedzią przy niewinnie zapowiadającym się spotkaniu. Czy wyznania głównego bohatera - Miquela, są wyrafinowanym, niczym najbardziej wykwintne danie, monologiem? Czy raczej autor zaserwował nam dzieło oklepane i nudne niczym flaki z olejem?

19 sierpnia 2016

"Symfonia w bieli" Adriana Lisboa

Czytam z dwóch powodów. Primo, by przenieść się dosłownie i w przenośni w inny wymiar. Secundo, by móc delektować się możliwościami języka. Być może się z tym urodziłam. A może nabywam tej maniery wraz z każdą kolejną pozycją, po jaką sięgam. Jedno jest pewne: lubię pławić się w słowach, rozpływać na widok związków frazeologicznych, niebagatelnych epitetów i lingwistycznych możliwości kolejnych autorów. Biorąc pod uwagę powyższe oraz po zapoznaniu się z różnorakimi recenzjami książki, z "Symfonią bieli" autorstwa brazylijskiej autorki Adriany Lisboi, wiązałam naprawdę spore nadzieje. Bo przecież literatura może brzmieć. I może mieć smak. A nawet zapach. "Symfonia w bieli", już na pierwszy rzut oka sugeruje, że... można jej słuchać. Piękna okładka poddaje myśl, że wnętrze, które skrywa będzie eteryczne, ulotne, kobiece... po prostu piękne. Czy tak w rzeczywistości jest?

11 sierpnia 2016

"Łaskun" Katarzyna Puzyńska

Macie swoje ulubione książkowe miejsca, takie, do których lubicie wracać, w których wręcz czujecie się jak u siebie w domu? Taka Fjällbacka przykładowo? W której to częstując cynamonowymi bułeczkami wita Was Patrick i Ericka? Abo Ystad, gdzie mroźny wiatr smaga twarze a Kurt Wallander melancholijnie oprowadza po okolicznych lasach? Skandynawia niejednego z nas skusiła swym pięknym, choć niespokojnym klimatem. Na szczęście, Polacy nie gęsi i swój język... wróć, swoje piękne lasy mają. Jeziora tudzież. Mają Daniela Podgórskiego. I Weronikę Nowakowską. Mają Lipowo! Do którego - nie wiem jak Wy - ale ja uwielbiam zaglądać! Tym razem, w swe okolice zaprosił mnie zagadkowy "Łaskun". Czy spotkanie to było spotkaniem udanym?

7 sierpnia 2016

"Kancelaria" John Grisham

Choć minęło wiele miesięcy, ja cały czas mam w pamięci pewną noc, kiedy to z bijącym sercem i wypiekami na twarzy czytałam "Firmę" Johna Grishama. Wtedy też, byłam święcie przekonana, że znalazłam kolejnego autora, który skradnie mi serce na dłużej. Nie ukrywam, że obdarzyłam wówczas Amerykanina sporą dozą zaufania. Na chybił trafił sięgnęłam po jego "Raport Pelikana". Co zdumiewające, pozycja nie powaliła mnie na kolana. Postanowiłam jednak autorowi dać kolejną, choć nie ukrywam, że ostatnią szansę. Czy "Kancelaria" utrzymała poziom wspomnianej wcześniej "Firmy"? Czy może skutecznie zniechęciła mnie do tego jednego z bardziej poczytnych autorów thrillerów prawniczych?

6 sierpnia 2016

"Queen. Nieznana historia" Peter Hince

Po co sięgnąć, aby całym sobą wpaść w machinę rock 'n' rolla i wraz z nią przemierzyć niemal cały świat? Jak zdobyć wejściówkę za kulisy koncertu jednego z najbardziej popularnych zespołów rockowych - legendarnej grupy Queen? Co zrobić, aby podejrzeć pracę muzyków od strony technicznej, załóżmy, że tuż zza fortepianu Freddiego Mercury'ego? Sprawa jest prosta - wystarczy sięgnąć po biografię "Queen. Historia nieznana", spisaną ręką jednego z pracowników technicznych zespołu - Petera Hince'a. Dzięki tym wspomnieniom, z łatwością staniemy się członkiem ekipy i naocznie będziemy uczestniczyć w opisanych wydarzeniach. Z pewnego względu pozycję musiałam przeczesać po raz drugi. Dziewiczy, czytelniczy kurs przez jej łamy, był dla mnie przeżyciem niezapomnianym - towarzyszyły mu wypieki na twarzy i przyspieszone bicie serca. Czy ponowna lektura biografii zmieniła coś w moim jej postrzeganiu? I tak i nie.

5 sierpnia 2016

"Katarzynka" Patrick Modiano

Gdy nie włożysz okularów, ludzie będą widzieć w twoim spojrzeniu jakąś mglistość i łagodność... To się nazywa urokiem...*

Jest niepozorna. Skromna objętościowo, bo jak inaczej nazwać sto stron, dodatkowo "napompowanych" rycinami? Ponadto, wydawałoby się, że przeznaczona dla młodszych stażem czytelników. Ot, taka tam, ilustrowana bajeczka. Gdyby nie fakt, iż autorem jest francuski noblista z 2014 r., Patrick Modiano, a ilustrował ją sam Jean-Jacques Sempé (tak, ten od "Mikołajka" René Goscinny'ego), pewnie nigdy po nią bym nie sięgnęła. "Katarzynka", bo o nie mowa, to dowód, że zupełnie nieokazała z wyglądu nowelka, może być dziełem kompletnym.

3 sierpnia 2016

"Freddie Mercury i ja" Jim Hutton, Tim Wapshott

Jako oddana fanka Freddiego Mercury'ego jestem w posiadaniu wielu jego biografii. Większość napisana została przez postronne osoby, dziennikarzy. Są to rzetelne, lecz w większości pozbawione emocji książki. Na "Freddie Mercury i ja", biografię o tyle oryginalną, gdyż spisaną ręką jego wieloletniego partnera życiowego - Jima Huttona, polowałam bardzo długo. Cena książki skutecznie mnie odstraszała. Ten prawie biały kruk, w końcu, przypadkiem i niemal cudem, trafił pod mój dach i spowodował, że na kilka wieczorów przepadłam z kretesem. Pierwsza lektura, była dla mnie przeżyciem niezmiernie emocjonalnym. Z różnych względów, do tytułu musiałam sięgnąć po raz kolejny. Zagłębiając się w nią ponownie, moje uczucia niewiele się zmieniły. Nadal targały mną silne choć zdecydowanie sprzeczne emocje.

1 sierpnia 2016

"Śniadanie u Tiffany'ego" Truman Capote

Pamiętacie Audrey Hepburn, zjawiskową kokietkę w "Śniadaniu u Tiffany'ego"? Jest to niekwestionowanie jedna z najbardziej charakterystycznych ról kobiecych światowego kina. Trudno jej nie kojarzyć, jeszcze trudniej nie nazwać klasyczną. Jej kreacja, od dziesięcioleci, urzeka rzesze kinomanów. Patrząc na profil moich zamiłowań, ekranizację odstawmy jednak na bok (tym bardziej, że w całości jej nie widziałam). Sięgnijmy do korzeni. Jak sprawa ma się z papierowym pierwowzorem granej przez Brytyjkę Holly Golightly? Czy jest też tak wspaniały, niezapomniany, niemal nieśmiertelny? Zważywszy na fakt, iż ekranizacje zazwyczaj są uboższą wersją książki, sięgając po powieść Trumana Capote'a, spodziewałam się naprawdę wiele. Może nie literackiego arcydzieła, ale na pewno dobrego kawałka literatury. Nie jestem do końca przekonana czy go otrzymałam. Co więc autor zaserwował mi na śniadanie, że mam co do niego wątpliwości?